piątek, 20 czerwca 2014

9 [Kartki z pamiętnika Jacka #2]

09xBez słów


- Obudziłem się dzisiaj w nocy i pomyślałem o dołączeniu do Ciebie, do świata pięknego i wysoko położonego - przeczytał Jerry po raz setny tego wieczoru. - To brzmi, jakby był starym dziadkiem, który cierpi na bezsenność z powodu gnijących warzyw w ogrodzie i pisze kulawe wiersze! - stwierdził, opierając rękę na biodrze.
   Grace zmarszczyła brwi, na jej twarzy widocznie malował się grymas.
- Jerry, to jest nasz przyjaciel - odparła dobitnie dziewczyna, wyrywając Jerry'emu kartkę z ręki.
   Chłopak nadąsał się jak małe dziecko i opadł na kanapę koło Grace, która patrzyła na porwany papier.
   Zastanawiało ją, dlaczego kartka była przerwana na pół. Czy druga część wpisu była zbyt osobista? A może Jack po prostu podarł ją przez przypadek i inna osoba znalazła drugą połówkę? Ale nie to najbardziej trapiło młodą Mendler. Największą zagadką był sam tekst. Za każdym razem, kiedy Grace czytała zawartość kartki, zastanawiała się, czy aby Jerry nie ma racji co do opisu stylu pisania Jacka. Brewer był nastolatkiem! Miał prawie szesnaście lat! Powinien włóczyć się po mieście z przyjaciółmi i umawiać na randki z Kim, a nie wypisywać swoje niespełnione marzenia w jakimś starym zeszycie, który przerażał nawet swoim wyglądem, a co dopiero treśćią!
   Grace podrapała się po głowie. Niewiedza zaczęła ją przytłaczać.
- Co oznacza świat piękny i wysoko położony? - zastanawiała się głośno.
   Jerry rozejrzał się wkoło i nagle zeskoczył z kanapy, stając na równe nogi.
- Mam! - krzyknął uradowany, a mała lampka zapaliła się w jego głowie. - Chodzi o góry! Są piękne i wysoko położone, no nie?
   Mendler przewróciła oczami. Miała ochotę zignorować głupi pomysł Jerry'ego, ale on cały czas się nim chwalił, więc w końcu wybuchła :
- Nie o to chodzi, idioto!
   Latynos spojrzał na przyjaciółkę obrażony i mruknął coś w stylu : "Mówisz tak, bo jesteś zazdrosna o moje niebywałe zdolności pomysłowieśnicze", co oczywiście nie miało najmniejszego sensu. Tym razem Grace udało się go zignorować. Wzięła do ręki kartkę. Przyjrzała jej się jeszcze raz, po czym rzekła :
- Idę spać.


   Kiedy Grace się obudziła, Jerry'ego nie było już w jej domu.
   Sięgnęła po telefon komórkowy, przecierając twarz dłonią. Spojrzała na godzinę i zdziwiona pomyślała, że coś jest z nią nie tak. Dochodziła godzina siódma rano, a ona czuła się wypoczęta. Nie zastanawiając się dłużej, wstała z łóżka i podreptała do łazienki, gdzie doprowadziła się do porządku i ubrała wełniane, czarne dresy oraz szary sweterek. Na nogi wsunęła krótkie, czarne trampki. Schowała do kieszeni telefon i wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Kiedy schodziła po schodach, odwróciła się na chwilę, aby spojrzeć na kolorowe napisy, które ozdabiały białe drzwi. Uśmiechnęła się sama do siebie i skierowała kroki do kuchni, gdzie chwyciła pierwsze lepsze jabłko i wyszła z domu, uważając, aby nie obudzić reszty rodziny.
   Spacer dobrze zrobił Grace. Poczuła się orzeźwiona, jakby dopiero co wyszła spod zimnego prysznica. Jej głowę nadal dręczyły myśli o świecie pięknym i wysoko położonym, ale starała je od siebie oddalić. Za parę godzin miała przyjechać Kim, a Grace nie mogła się już doczekać, kiedy ją zobaczy. Była bardzo ciekawa, czy Kim udało się wyleczyć. Czy w ogóle coś zdołano zrobić? Grace bała się, że jej przyjaciółka całkowicie straciła pamięć. Nie chciała nawet myśleć, co zrobiłby w takiej sytuacji Jack. Utraty następnej ukochanej osoby na pewno by nie zniósł. A co jeśli Kim.. co jeśli mogłaby mówić? Jak brzmiałby jej głos? Byłby mocny i stanowczy czy może słodki i melodyjny? Czy Kim mogłaby śpiewać? Chociażby krzyczeć? Grace nie mogła wyobrazić sobie tej samej małej blondynki bez kartki i długopisu w ręce. Czuła, że wtedy Kim zbyt różniłaby się od Jacka. On jak zwykle nic by nie mówił, za to ona cieszyłaby się dźwiękiem swojego własnego głosu, nawijając w kółko o tym samym. Zupełnie jak Grace. Zawsze mówiła tylko o jednym i tym samym - Jerry'm. Poczuła, że gdy Kim wyjechała, inna orientacja seksualna Jerry'ego stała się najmniejszym problemem. Grace czasami odczuwała ukłucie zazdrości, kiedy Latynos spoglądał na jakiegoś chłopaka. Chłopaka. Głupio było być zazdrosną o innego chłopaka. Jednak trzeba przyznać, że przyjaciel homoseksualista to niezłe doświadczenie. Z Jerry'm mogła porozmawiać jak z prawdziwą przyjaciółką. Na szczęście Martinez nie ubierał różowych sweterków i rurek. Zabiłaby go, gdyby tak robił. Był sobą i to w nim najbardziej lubiła. Bardzo ceniła sobie, że to jej pierwszej wyznał swój sekret, choć przez jakiś czas odczuwała lekki zawód. No tak, była w nim zakochana przez parę lat, a kiedy już robiła sobie nadzieje, dowiedziała się, że nie będzie miała konkurentek a konkurentów. To było jak uderzenie pięścią w twarz.
   Grace szybko otrząsnęła się z tych myśli, próbując powrócić do błogiego nastroju, który towarzyszył jej podczas spaceru po parku.
   Nagle potknęła się o coś. Rozkojarzona wpadła prosto w ramiona jakiejś osoby.
- Prze-przepraszam - wyjąkała, podpierając się na rękach zapewne mężczyzny, o czym świadczyły muskularne ręce i silny uścisk. 
Grace otrząsnęła się z tego nagłego przebiegu wydarzeń, po czym spojrzała na swojego wybawcę. Był to pan w podeszłym wieku. Jego skóra była blada i pokryta licznymi zmarszczkami, mężczyzna był wzrostu Mendler, toteż stwierdziła, iż jest niezbyt wysoki, gdyż była pomiędzy nimi duża różnica wieku. Ogólnie mężczyzna prezentował się nieźle w swojej flanelowej koszuli i szarych spodniach z wysokim stanem. Mimo iż wyglądał dziadkowato, wszystkie jego wady kryły się za promiennym uśmiechem i ciepłymi, lazurowymi oczami. 
- To ja przepraszam, panienko - odparł spokojnie. - Powinienem trzymać Rufusa na smyczy.
- Ru.. co? Ach! - Grace spojrzała w dół, a jej oczom ukazał się mały lablador, który od czasu do czasu szczekał wesoło. 
- Jest bardzo energiczny i trudno jest go dogonić - wytłumaczył się mężczyzna. - Jeszcze raz przepraszam.
- Nie, wszystko w porządku, naprawdę - uśmiechnęła się. - Do widzenia.
Chciała odejść, jednak Rufus zagrodził jej drogę, uczepiając się jej nogawek spodni małymi łapkami. Właściciel pieska roześmiał się serdecznie. 
- On tak łatwo ci nie odpuści - rzekł z uśmiechem.
- Och.. - westchnęła Grace, klepiąc labladora po plecach. 
Staruszek spojrzał na nią swoim ciepłym spojrzeniem. Przez chwilę Grace poczuła się jak mała dziewczynka, siedząca na kolanach dziadka i urządzająca sobie z nim przyjęcie z herbatką i lalkami. Szybko otrząsnęła się z tej myśli. 
- Chyba jesteśmy na siebie skazani - odezwał się mężczyzna. 
- Chyba tak - uśmiechnęła się Mendler.
- Może usiądziemy? 


   Grace spodziewała się czegoś zupełnie innego. Jej wyobrażenia o nudnych rozmowach ze starym dziadkiem i ciągłym wymuszaniu uśmiechu szybko stały się mylne. 
- Jak ci na imię? - spytał staruszek. 
   Na jego kolanach siedział Rufus, radośnie merdając ogonkiem. 
- Grace - odparła, splatając palce. 
   Mężczyzna nagle spochmurniał, a Rufus skulił się, piszcząc cichutko. Nastolatka nie wiedziała, o co chodzi. Powiedziała coś nie tak? 
- Och - na twarz staruszka powrócił piękny uśmiech. - Bardzo ładne imię. 
   Dobra, to było dziwne, pomyślała Grace, spoglądając na pieska, który zdawał się płakać na kolanach swojego pana.
- Wybacz mi - Mężczyzna zamknął swoje lazurowe oczy. Jego ręka pieściła Rufusa, jakby dodając mu otuchy. 
- Moja żona nosiła to samo imię - powiedział w końcu. 
   Zimny dreszcz przeszedł po kręgosłupie Grace, mimo iż na dworzu było ciepło, a słońce grzało ze wszystkich stron.
- Nosiła.. - wyrwało się z jej ust. 
- Zmarła parę lat temu, pozostawiając mi po sobie jedynie swoją pacjentkę.
   Wyraźnie było widać, że staruszek tylko czeka, aby wyżalić się komuś ze swoich.. swojego życia. 
- Grace była psychiatrą - zaczął, a Mendler ponownie zaatakował zimny podmuch. - Od jakiegoś czasu zaczęła odwiedzać ją pewna blondynka. Posiadała myśli samobójcze i widocznie chciała się z nich wyleczyć. Z tego co pamiętam miała syna, jedynaka. W tym roku kończy bodajże szesnaście lat - Grace przełknęła niespokojnie ślinę. - Ta kobieta zrobiłaby wszystko, aby chronić swojego syna. Bardzo go kochała. Odwiedzała Grace codziennie, chcąc jak najszybciej się wyleczyć. Niestety, nie było już dla niej ratunku. 
   Mężczyzna urwał swoją opowieść.
- Jak to nie było już ratunku? - spytała Grace drżącym głosem. 
- To choroba genetyczna. Od początku była inna - małomówna, nietowarzyska. Aż dziw, że założyła rodzinę! 
- Co było dalej? - Grace poczuła, że zaraz nie wytrzyma i się rozpłacze. 
- Rok temu popełniła samobójstwo. Umyślnie spowodowała wypadek samochodowy - Te parę słów zamarło w ustach staruszka.
   Mendler cała dygotała, ale mężczyzna zdawał się tego nie zauważać.
- Parę dni przed tym incydentem przyszła do mnie, wciąż mówiąc o jakimś świecie pięknym i wysoko położonym. Czekałem na jej kolejne odwiedziny, chcąc dowiedzieć się, co oznaczały jej słowa, czym był ten świat. Niestety, nie zdążyła mi tego wyjaśnić - Rufus poruszył się niespokojnie na kolanach pana, jakby wiedział, że Grace była już bardzo blisko odkrycia zagadki.
   Nastolatka zatrzęsła się lekko. Ponownie poczuła zimny podmuch wiatru na swoich plecach, jednak starała się to zignorować. 
- Jak.. - jej głos odmawiał współpracy z resztą ciała. - Jak miała na imię.. ta kobieta? 
   Rufus zaszczekał.
- Margaret - powiedział staruszek, a jego lazurowe oczy zabłyszczały. - Margaret Brewer.


   Grace biegła ile sił w nogach. Nie mogła uwierzyć, że była tak głupia! Rozwiązane stało przed nią otworem, wystarczyło wytęrzyć umysł. Może było to dość trudne w obecności nieogarniętego Jerry'ego, ale jednak. Grace już wiedziała, komu Jack zwierzał się przez ten cały rok cierpienia. Już wiedziała, co oznaczał ten cały jego zwariowany zeszyt! Kiedy biegła, zdawało jej się, że widzi powyrywane kartki z pamiętnika Jacka, które unosił letni wiatr. To pewnie przez ten mętlik w głowie, tłumaczyła sobie, póki nie złapała jednej z kartek w rękę.
- Są prawdziwe - wyszeptała oszołomiona. 
   Rozejrzała się wkoło. Po całej okolicy latały żółte kartki, którym towarzyszył okropny dźwięk rozrywanego papieru.
   Grace odwróciła się i ujrzała stary zeszyt oprawiony w brązową skórę, Pamiętnik spoczywał w dłoniach Jacka, którymi szybkimi i pewnymi ruchami wyrywał kartkę po kartce.
- Jack! - krzyknęła nastolatka, biegnąc w jego stronę. - Co ty wyrabiasz?
    Mina Brewera nie mówiła wiele, ale na jego twarzy widniał uśmiech. Spojrzał ciemnymi oczami na swoją przyjaciółkę.
- Zapominam - odparł.


   Jack chciał zachęcić Grace, aby pomogła mu w zapominaniu. Ona jednak wykręciła się pretekstem, że Danny jest chory, a rodziców nie ma w domu.
- W weekend? - zdziwił się Jack.
   Grace zapiekły policzki.
- Tak - pisnęła. - Pilne wezwanie. 
   Kiedy biegła do domu Jerry'ego, czuła się nieswojo z myślą, że oszukała Jacka. Nie chciała mu mowić, iż poświęciła wiele czasu, aby odgadnąć czy do reszty nie zwariował. Chybaby się wkurzył. 
   Mendler wparowała do domu przyjaciela, ruszając do kuchni, gdzie zazwyczaj przebywał. Było tam od groma żarcia i wielki telewizor plazmowy - to mu wystarczyło do pełni szczęścia. Kiedy ujrzał zdyszaną Grace w swojej kuchni, wcale się nie zdziwił.
- Sory, już po śniadaniu - odparł Jerry, chowając za siebie miskę popcornu.
- Nie chcę nic do jedzenia! - próbowała się nadąsać, ale jej dobry nastrój jej to uniemożliwiał.
   Rozwiązaniu zagadki sprzyja uśmiech na twarzy. Chyba zostanę detektywem, pomyślała Grace.
   Jerry wyjął miskę zza pleców.
- Już wiem - powiedziała Mendler, wyciągając wymiętą kartkę z kieszeni.
- Co?
- Świat piękny i wysoko położony, Jerry! - krzyknęła szczęśliwa. - Jacy byliśmy głupi! To było takie proste!
   Martinez podrapał się nieśmiało po głowie.
- Nadal nie ogarniam - odparł z głupim uśmiechem, rozkładając ręce na boki.
   Grace westchnęła. 
- Niebo - rzekła. - Chodzi o Niebo! Jack pisał do Margaret Brewer, swojej mamy! 
   Jerry aż podskoczył ze zdziwienia. Miska wypadła mu z rąk, a popcorn rozsypał się po całej kuchni. W normalnych okolicznościach Jerry na pewno ubolewałby nad zmarnowanym jedzeniem albo wyjadał popcorn z podłogi, ale w tej chwili nawet nie zwrócił na to uwagi.
- Co?! - wrzasnął. - Po prostu Niebo?!
   Uśmiech spełzł z twarzy Grace, a zastąpił go zniesmaczony grymas.
- Już myślałem, że Jack jest jakimś kosmitą i chce nas uprowadzić na swoją planetę zielonych ludków, a ty mówisz mi, że to tylko Niebo?! 
- No jasne - burknęła Mendler, tupiąc nogą. - Typowy Jerry.


   Grace delikatnie ułożyła głowę na poduszce. Przy jej piersi smacznie chrapał Danny, którego Morfeusz porwał w swoje objęcia zaraz po obiedzie.
   Kiedy nastolatka okrywała siebie i brata kocem, pomyślała o Jacku i Kim. Niedługo Crawford miała się zjawić, a Grace była pewna, że najpierw odwiedzi Jacka. Najchętniej czekałaby w jego domu, a kiedy w końcu zobaczyłaby swoją przyjaciółkę, odepchnęłaby Brewera na bok i wyściskała Kim jako pierwsza. Jednak to nie wchodziło w rachubę. To Jack zasługuje na to, aby jako pierwszy spotkać się z Kim. Czuła, że te małomówne, zakochane w sobie ludki muszą sobie wiele wyjaśnić. 
   Głowę Grace zaprzątały także myśli, dotyczące tego zapominania Jacka. Na ulicy nadal walały się żółte kartki, jednak nikt [co dziwne] nie zwracał na nie uwagi. Nastolatka była nieco zawiedziona. Odkryła do kogo pisze Jack. Sama to odkryła! Ale Jerry tego nie docenił, tylko snuł jakieś głupie historyjki o tym, że Jack jest kosmitą. Natomiast Brewer zniszczył swój pamiętnik, zaraz po tym, jak Grace rozwiązała zagadkę. Chyba jednak nie zostanę detektywem, pomyślała, za dużo zmartwień. Naprawdę, czyżby nikogo nie obchodziło, co znajduje (albo raczej znajdowało) się w zeszycie Jacka? Nigdy się z nim nie rozstawał, odkąd zmarła jego matka. Czy to całe zamieszanie wokół paru starych kartek było nadaremne? To niemożliwe! Grace zmarnowała na to tyle nerwów! tyle czasu! I kogo to obchodzi? Tylko ją samą! 
- Kim wraca - próbowała się uspokoić.
   Mocniej objęła brata, wplatając palce w jego ciemne włosy, po czym sama zamknęła oczy, dołączając do poddanych Morfeusza.


   Wyrobiłam się - chwała mi za to! :)
   Dzięki Cleo przypomniałam sobie o akapitach, o których zawsze zapominam. Także mam nadzieję, że w następnym rozdziale mi nie umkną!
   10 rozdział planuję mieć gotowy za jakieś dwa tygodnie, więc możecie spodziewać się go na początku lipca ;) Będzie on rozdziałem finałowym tego opowiadania, toteż będzie poświęcony tylko i wyłącznie Jackowi i Kim.

   Miłego weekendu! 
   Trzymajcie się ciepło! :)